postać w kapturze z telefonem w rękach

Wyzwania w sieci

To, co dzieci czytają w internecie nie zawsze jest prawdziwe. Może też być niebezpieczne. Dokładnie takim przykładem jest historia z niebieskim wielorybem, mylnie nazywanym „grą internetową”.

Wyzwania, w których trzeba przekraczać swoje granice, od zawsze cieszyły się popularnością. U starszych, świadomych nastolatków, studentów czy dorosłych, to element ożywienia np. wyjazdu integracyjnego czy spotkania. Dla młodszych to sposób na zaimponowanie rówieśnikom czy udowodnienie, że nie jest się „nudziarzem”.

To poszukiwanie sposobu na akceptację przez dzieci zostało wykorzystane w przypadku niebieskiego wieloryba. Drugim z kluczowych czynników była technologia. To dzięki internetowi można spędzać czas z ludźmi z całego świata. Czaty i grupowe konwersacje w grach online nie zawsze służą jednak tylko doświadczeniom związanym z rozgrywką, którą aktualnie prowadzimy.

Pierwsze doniesienia o niebieskim wielorybie pojawiły się w 2015 roku w Rosji. W 2017 roku tzw. „gra” dotarła do Polski. Według medialnych relacji polegała na wykonaniu 50 zadań w ciągu 50 dni. Każde z nich należało udokumentować i przesłać swojemu opiekunowi w grze. Wśród nich znajdowały się m.in. takie jak: oglądanie horrorów, psychodelicznych nagrań, izolacja, okaleczanie się. Ostatnim zadaniem była próba samobójcza. Uczestnikami byli nastolatkowie, osoby podatne na wpływy, którymi można manipulować.  Okres dojrzewania sprawia, że młodzież jest zagubiona, nie rozumie pewnych zmian, nie są już dziećmi, ale też nie są dorosłymi. Pojawia się frustracja i brak akceptacji. Rodzice często bagatelizują problemy nastolatków, którzy szukają wsparcia i zrozumienia w internecie.

Według doniesień mediów w Rosji doszło do przypadków prób samobójczych związanych
z tym zjawiskiem. Nawet jeśli były one przesadzone, to medialny szum wokół tematu zebrał swoje żniwo. W Polsce odnotowano przypadki samookaleczeń dzieci biorących udział w wyzwaniach, na szczęście udało się uniknąć ofiar śmiertelnych. W sprawę zaangażowało się także Ministerstwo Edukacji Narodowej, wysyłając listy do dyrekcji placówek edukacyjnych z prośbą o zorganizowanie spotkań z młodzieżą i rodzicami na temat bezpiecznego korzystania z internetu.

Temat „niebieskiego wieloryba” przez kilka tygodni był tematem numer jeden. Bez wątpienia internet odnotował takie zjawisko, jednak gdyby nie media nie zyskałby takiej popularności wskutek czego młodzież zaciekawiła się wyzwaniami. Realne zagrożenie zostało wykreowane.

Problem polegał na braku świadomości i nieprecyzyjnych komunikatach, w których rodzice czy nauczyciele często słyszeli o grze internetowej mylonej z grą on-line. Padały pytania czemu tej gry nie wycofano ze sprzedaży skoro jest niebezpieczna? Dlaczego nie można jej zablokować na komputerze? Niestety nie precyzowano, że chodzi o zjawisko społeczne, a internet jest tylko nowym nośnikiem pozwalającym na praktycznie nieograniczone kontakty międzyludzkie.

„Niebieski wieloryb” to rodzaj legendy miejskiej. Z takimi legendami spotykali się już nasi dziadkowie, kiedy nie było dostępu do internetu. Przykładem może być „czarna wołga”, która elektryzowała społeczeństwo w latach 60 i 70tych XX wieku. Wg przekazywanych opowieści po Polsce kursowała czarna limuzyna porywająca małe dzieci.

Obecnie niewiele osób pamięta o „czarnej wołdze” i  o „niebieskim wielorybie” też zostało tylko przerażające wspomnienie. Nie zmienia to jednak faktu, że w przyszłości mogą pojawić się kolejne podobne przypadki. Rodzice powinni być czujni i poświęcać jak najwięcej uwagi swoim pociechom, aby uniknąć niebezpieczeństwa. Choćby poprzez sprawdzanie odwiedzanych przez dzieci stron.